Kurtka padła na podłogę, tak samo jak zabłocone glany. Poszłam do swojego pokoju, rozpokopując po drodze na bok puszki po piwie ojca. Jak mam w zwyczaju zatrzasnęłam za sobą drzwi, puściłam od początku wszystkie piosenki Mettalicy i zaczęłam przeglądać nowe wpisy na Tumblr.
- Delilah! - w domu rozległ się krzyk mojej mamy, który jak zawsze zignorowałam.
- Delilah Victoria Poster - powiedziała stając tuż za laptopem na moich kolanach - nie mogłaś chociaż wytrzeć o wycieraczkę tych swoich brudnych buciorów?
- W czym ci one przeszkadzają? Leżą sobie spokojnie w kącie - powiedziałam nawet na nią nie patrząc.
Zatrzasnęła mi laptopa.
- Ej!
- Nie mam już do ciebie siły, dziewczyno!
- Mówi się trudno.
- Marsz sprzątać ten bajzel na przedpokoju!
- A jak nie?
- To powiem o wszystkim ojcu.
- Jeśli chcesz, żeby znowu leżała w śpiączce, to mów.
Nic nie odpowiedziała.
- Ugh... Dobra - położyłam laptopa obok na łóżku i poszłam do łazienki po mopa z wodą i jakimś myjącym detergentem. Wyszłam do przedsionka i popatrzyłam chwilę na podłogę, po której całej powierzchni rozniósł się piach i błoto. Ogarnęłam to jakoś względnie i wróciłam do pokoju. Zalogowałam się na Facebooku i na niedługiej liście znajomych zaczęłam szukać Marylin. Na moje szczęście była dostępna.
- Siema, wychodzisz? - napisałam.
- Em, teraz? No, ja mogę wyjść, ale jestem u Martina - Martin to jej chłopak.
- Jak chce może iść z nami - po trzech minutach dostałam odpowiedź.
- To my już do ciebie jedziemy. Bye, Ruda.
Ta, Marylin, odkąd zaczęłam się fabrować, nazywa mnie Ruda. To ja nadałam jej z Martinem pseudonim Mary. Ma marihuanę, kiedy tylko chce.
Usłyszałam, że samochód zatrzymał się tuż przed bramą. Odsunęłam firankę i przez szybę pokazałam im, żeby chwilę zaczekali. Wyszłam na przedpokój i założyłam buty.
- Wychodzę - rzuciłam przez ramię i zamknęłam drzwi. W drodze do bramy zarzuciłam na siebie kurtkę. Przez uchylone przednie okno na miejscu pasażera spoglądała na mnie Marylin.
- Hej, wsiadaj - powiedziała uśmiechając się i pokazując swoje białe zęby.
- Cześć - przywitałam się i usiadłam z tyłu obok torby pełnej nie wiem czego.
Samochód ruszył. Dopóki nie wyjechaliśmy poza teren zabudowany, nikt nic nie mówił. Utrzymywaliśmy zasadę, że rozmowę zaczynamy dopiero wtedy, kiedy miniemy wszystkie domy. Nie mam pojęcia, dlaczego. Tak po prostu było.
- Macie? - spytałam przerywając gapienie się w las za oknem.
- My mamy nie mieć? - odpowiedziała Mary odkręcając głowę do mnie i pokazując nią kierunek na torbę obok mnie.
- Do mnie nie można. Jest Alison - powiedziała znad swojego telefonu. Alison to siostra Marylin.
- To jedziemy do mnie - odparł Martin skręcając.
- Po paru minutach byliśmy przed jego domem. Będę tam pierwszy raz od trzech lat, bo wtedy się poznaliśmy.
- Wchodźcie - powiedział Martin. - Czuj się jak u siebie.
Jakbym miała czuć się jak u siebie, musiałbyś sprzątać cały dom - oczywiście nie powiedziałam tego.
Marylin zdjęła z siebie jego kurtkę i przytuliła się do niego. On korzystając z okazji położył ręce na jej biodrach i oparł ją o ścianę. Zaczął ją nachalnie całować i dotykać. Chyba nie ominął żadnego miejsca na jej ciele, do które miał w zasięgu ręki. Teraz zebrało mu się na obmacywanie.
Niechcąc stać z boku i czekać, aż się od siebie odkleją, poszłam do pierwszego pomieszczenia , którym okazała się kuchnia. Usiadłam na stole i czekałam. Po jakichś dwóch minutach przyszli. Marylin poszła do salonu, a Martin szukał czegoś po szafkach. Miałam zamiar iść do Mary, ale on mnie uprzedził.
- Nie masz nic przeciwko temu, żeby Klif wpadł? - zapytał pijąc wodę ze szklanki, rzucając butelkę mi i jedną Marylin, gdy zjawił się w progu salonu.
- Ała.
- Wybacz, Kicia.
- Dlaczego mam mieć coś przeciwko? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Tak pytam - zadzwonił mu telefon.
- Siema - powiedział. - Jesteśmy u mnie. Ja, Marylin i Delilah. Czyli za pół godziny będziesz? Jasne, nigdzie nie idziemy. Hej - rozłączył się. - Klif będzie tutaj za pół godziny. Domyśliłam się.
Super, dawno go nie widziałam. Ostatnio trzy miesiące na spotkaniu u Marylin. Potem musiał jechać zająć się chorą mamą. I patrzeć na jej śmierć.
Martin wyszedł do salonu i usiadł na przeciwko Marylin, która leżała teraz z nogami w górze opartymi o oparcie kanapy, nie zwieszając z kanapy głowy, a jej włosy dotykały kilkoma centymetrami podłogi. Pocałował ją w usta i zaczęli o czymś cicho rozmawiać. Teraz siedziałam w fotelu przy prostokątnej ławie. Czułam się jak piąte koło u wozu. I że ja im nie przeszkadzam.
W tej chwili zaczęłam odczuwać prawdziwą samotność. Okej. Mam swoją paczkę, Marylin, która doskonale mnie rozumie, ale chciałabym mieć chłopaka. Nie takiego tylko na "kocham cię", ale też takiego, z którym mogłabym się napić itd. Tak jak Martin i Mary. Ich związek wydaje mi się idealny. Taki, o którym marzę.
- Del - usłyszałam delikatny głos Marylin.
- No?
- Wybieramy się jutro we czwórkę na imprezę do Erica?
- We czwórkę, czyli?
- Jeszcze Klif.
- Ja mogę iść.
- Pisz do niego, że będziemy - zwróciła się do Martina.
- Hmm, a jak nie?
- To dostaniesz.
- A co?
- Nic miłego.
- Mmm, niegrzeczna - zbliżył się do niej powoli, przygryzł ze smakiem wargę i pocałował.
Do przyjazdu Klifa siedziałam w towarzystwie tych gołąbków i grałam na moim telefonie. Po kilku minutach Marylin widząc moje znudzenie zaprzestała swoich pieszczot ze swoim chłopakiem i podeszła do wieży i włączyła muzykę. Dzięki Bogu, Martin słucha Luxtorpedy i mojej miłości - Mettalica.
piątek, 3 października 2014
Witam c:
No więc tak. Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, żeby zacząć pisać coś o narkomanii. Zaczęłam i mam już dwa rozdziały. Co prawda, ten wątek nie pojawia się u mnie na początku, a trochę później. Dodam kilka rozdziałów i na tym zakończę. W tym opowiadaniu nie będzie tylko o narkotykach, ale też o innych nałogach. Mam nadzieję, że się wam spodoba ;).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
